niedziela, 6 sierpnia 2017

laptopowo

Wziął się i spsuł, tak zwyczajnie. Jeszcze rano działał serwując memu dziecku rozrywkę niskiego lotu na jeja.pl a potem tot. Tak martwy jak tylko martwy może być komputer. Pan informatyk w japonkach przybył na białym koniu i doprowadzając moje dziecko do łez oznajmił, że nie da rady wskrzesić laptopa. Co było robić, pojechaliśmy po dwóch tygodniach do sklepu i wzięliśmy najtańszy jaki się dało, byle matka miała na czym bloga pisać:)))

Miała być za dwa lata Barcelona.Za dwa lata solidnego oszczędzania i wyrzeczeń. Aż tu mój małżonek stwierdził, że nie chce do Barcelony, bo tam nie ma nic dla niego. I wymyśliliśmy Sycylię. Za trzy lata. Już jestem podjarana jak mały Bobik, kupiłam przewodnik i zaczytuję go. Boniu, toż to moje marzenie od młodzieństwa. Trzymcie kciuki, żeby udało się nazbierać.

poniedziałek, 24 lipca 2017

dietowo

Ze też mój syn musiał uprzeć się na pierogi, kiedym na diecie. Nie takiej diecie, bo dieta, ale takiej poważnej, bo pocholecystektomiowej. W szpitalu, wbrew zapowiedziom, nie odpoczęłam. Spać nie mogłam, nasenne jakieś słabiutkie serwowali. Mąż uczynnie wrzucił do żarłocznego tv całe 6 zł, a współdzielące niedolę się uparły, żeby don Wasyla oglądać. I po 6 zł.

I nic mi się w narkozie nie śniło. Szkoda. Ale widać taki mój los.

I w tajemnicy napiszę, że strasznie się bałam, że mnie mama zawoła do siebie. Ale widać, że TAM radzi sobie beze mnie. I dobrze. Bo ja TUTAJ bez niej gorzej.

sobota, 1 lipca 2017

śmierciowo

trzy i pół miesiąca temu zmarła nagle moja mama. Nie wiadomo dlaczego. Był człowiek i już go nie ma, ot tak....

piątek, 10 lutego 2017

normalnie



Ech, jak ja bym chciała mieć tak grzeczne dzieci jak Nifka, uczynne, dobrze wychowane, po ludzku miłe. Nawet jak mają złu humor, to uprzejme i sympatyczne.
Mój szałaput jak diaboł czarny, wszędzie go pełno, odpysknąć potrafi, zawsze po swojemu i swoją ścieżką. I nuuudaaa, mówi rozwlekając samogłoski, ciągle nuudaa. Nawet jak gra na kompie ostatnio, to mu dłużno.

Z wyjazdem do Gdańska, to przeboje były. Trza było zmienić termin a Niemcy nieskorzy do zmian. Trza się wykazać elastycznością, o co to, to nie. Raz postanowione musi tak zostać do końca świata albo i jeszcze dzień dłużej. Otrzymałam niemiłe w wymowie maile, napisałam niemiłe w podtekście maile zwrotne, a co, cierpliwam do pewnego punktu, potem wybucham z siłą Etny.

Co chcesz na Walentynki? pyta mój troskliwy mąż. Kupie ci karnet do spa, wymasują ci tam ryja. To tyle, jeśli chodzi o romantyzm. W końcu 10 lat ze sobą, to i czułość można sobie odpuścić. Ale zamiast masażu ryja wybrałam pedicure medyczny, bo stopy mam w nader opłakanym stanie.

piątek, 3 lutego 2017

czuciowo

Normalnie nie mogę ostatnio z nadwrażliwością węchową. Mały, spocony jak szczur, wtarabanił się jak zwykle pod moją kołdrę i doprowadził mnie prawie do mdłości. Tak niemiło pachniał choróbskiem, do tego mój własny odór wypitego wieczorem w towarzystwie grzańca, myślałam, że się uduszę od tej niezdrowej mieszanki zapachowej. Tylko nie mówcie, że w ciąży jestem. Prędzej ślepnę na starość i węch mi się wyostrza.

Jakoś taka zniechęcona jestem, power mi przeszedł z miesiąc temu i nie ogarniam życia mego. Niby pracuję, sprzątam, prasuję (no dobra, tego ostatniego nie robiłam z dobre dwa tygodnie), gotuję, ale to wszystko jest poza mną. Tak sobie przemyślałam, że nawet jakbym wyjechała na narty ( na co mnie normalnie w świecie nie stać), to nie miałabym siły na nich zjeżdżać. Może jednak trzeba zacząć brać to przepisane żelazo.

Załatwiam wyjazd z dzieciakami do Gdańska. Na spotkanie z dzieciakami ze szkoły partnerskiej. Ponieważ autobus jest dla nas zbyt drogi, zostaliśmy zmuszeni do podróży pociągiem. Moje dzieciaki całe happy, kroi się przygoda. A ja na sama myśl ciągnięcia walizy z tygodniowymi ciuchami i 15 dzieciaków z walizami z tygodniowymi ciuchami i prostownicami, suszarkami i innymi koniecznymi do przetrwania utensyliami, dostaję dreszczy. I jeszcze trzeba w Gdańsku dojechać tramwajem na miejsce. Dam radę, dam radę, dam radę....

Obliczyłam, że w przyszłym roku zabraknie mi godzin do etatu. Nie wiem, chyba rzeczywiście trzeba będzie pożegnać się ze szkolnictwem.

środa, 11 stycznia 2017

politycznie

O żesz ty... ale w nocy miałam posta w głowie, no perfekcyjny, stylowy, śmieszny i dawał do myślenia. Niestety zapomniałam o czym był. Siedzę teraz przed komputerem z chlebem z dżemem malinowym w łapie i zamiast pisać raport z próbnego egzaminu gimnazjalnego (na wczoraj), to ja myślę. Na dobre mi to nie wychodzi, bo jak nie od dziś wiadomo, myślenie szkodzi.

Nasz miłościwie panujący prezydent klepnął ustawę o reformie oświaty. Powinien się zamiast tego klepnąć w łeb i to solidnie. Wracamy do zaściankowości i wsiocentryzmu, bo zamiast dowieźć dzieciaki do szkoły miejskiej, będą się dusić osiem lat w kilkuosobowych klasach w szkołach, gdzie większość nauczycieli dawno skapitulowała i gnuśnie opędza 4x45 minut w trybie hibernetycznym. Wiem, wiem, nie kala się własnego gniazda. I pewnie tam gdzieś w Polsce są prężni wioskowi nauczyciele, którzy niczym pozytywiści niosą kaganek itp, itd. Ja mówię, co widzę - w szkole mojego dziecka, w szkołach odwiedzanych przeze mnie na potrzeby rekrutacji do szkoły programowo wyższej. A proszę mi bardzo powiedzieć, jaki poziom będzie reprezentować pani od przyrody, która na szybcika na potrzeby reformy odbębni weekendowy kurs przygotowujący do nauczania chemii i fizyki? Jak się to ma do pani doktor chemii, która naucza (już niedługo) w naszym gimnazjum? A niemiecki? Mój ty panie Boniuśku, w szkole mego dziecka germanistka łączy kilka funkcji, jednej podstawowej przy tym nie ogarniając. Raz weszłam do klasy chcąc wcześniej odebrać syna. Co tam się działo, istna sodomia i gomoria. Moje na własnej piersi wyhodowane dziecko zapierniczało po kolanach po podłodze szukając gumki, którą zgubił jego kolega. A pani dając kartkę A4 drobno zapisaną słówkami, niestety z błędami, żąda, by drugoklasista nauczył się całej listy na "za tydzień". W życiu, nawet nie cisnęłam synuchy, dostał tróję i trochę mi niewygodnie z tym, ale jakoś przeżyję.

Nie chcę tym samym powiedzieć, że miastowi nauczyciele są wszyscy lepsi, ale do lepszości zmusza nas sytuacja rynkowa. Jakoś trzeba przyciągnąć dzieciaki, żeby wybrały naszą a nie inną szkołę. I oferta miastowa zajęć dodatkowych jest większa, siłą rzeczy.

Ech, głupoty wypisuję i to jeszcze w emocjach. Tylko jakoś tych gimnazjów żal, bo to dobra praca była...

środa, 4 stycznia 2017

po złości

Kurwa, kurwa, kurwa.... że se tak soczyście zaklnę. Bo za choinkę miłą nie mogę się wziąć i odchudzić. To jest jakieś fatum, klątwa, wstaję rano i na śpika refleksem jem coś. Co popadnie. Chleb, banan, kawałek kiełbasy, ciasta, co tam mi wpadnie w rękę. Zanim dobrze zrealizuję co czynię, to stoję już we własnej kuchni z ręką w lodówce. Kurwa. I następny dzień bez leków, bo je trzeba przecie na czczo. Kto wymyślił leki na pusty żołądek? Kto wymyślił, że trzeba jeść?
Cała nadzieja moja w operacji bariatrycznej. Tak powiedziała mama mojego dziecka klasowego pokazując rany po laparoskopii, kiedy odstawiała dziecko na nockę filmową. Nosiłam się z pomysłem, główkowałam, zaczęłam szperać to tu to tam w internecie. No świetna rzecz, myślę sobie. Dopóki nie doczytałam, że przeciwwskazaniem są między innymi choroby psychiczna i tarczycy. No tak, żebym chociaż to ja tylko jedno miała. Ale nie, mnie musiało I dwubiegunową I Hashimoto uraczyć. Kurwa.
Więc będę musiała sie zmagać z moimi kilogramami sama, słuchać od męża o moim niechciejstwie do ruszenia dupy i chciejstwie jedzenia. Najgorsze jest, że zawodzę mojego syna, bo inne mamy są szczupłe a jego mama ma duży brzuch.