piątek, 10 lutego 2017

normalnie



Ech, jak ja bym chciała mieć tak grzeczne dzieci jak Nifka, uczynne, dobrze wychowane, po ludzku miłe. Nawet jak mają złu humor, to uprzejme i sympatyczne.
Mój szałaput jak diaboł czarny, wszędzie go pełno, odpysknąć potrafi, zawsze po swojemu i swoją ścieżką. I nuuudaaa, mówi rozwlekając samogłoski, ciągle nuudaa. Nawet jak gra na kompie ostatnio, to mu dłużno.

Z wyjazdem do Gdańska, to przeboje były. Trza było zmienić termin a Niemcy nieskorzy do zmian. Trza się wykazać elastycznością, o co to, to nie. Raz postanowione musi tak zostać do końca świata albo i jeszcze dzień dłużej. Otrzymałam niemiłe w wymowie maile, napisałam niemiłe w podtekście maile zwrotne, a co, cierpliwam do pewnego punktu, potem wybucham z siłą Etny.

Co chcesz na Walentynki? pyta mój troskliwy mąż. Kupie ci karnet do spa, wymasują ci tam ryja. To tyle, jeśli chodzi o romantyzm. W końcu 10 lat ze sobą, to i czułość można sobie odpuścić. Ale zamiast masażu ryja wybrałam pedicure medyczny, bo stopy mam w nader opłakanym stanie.

1 komentarz:

  1. tak, tak! I jeszcze paplają po francusku, ci moi synowie, a w wolnych chwilach grają na fortepianie ;))
    Ja ich po prostu ogromnie lubię. Dlatego tak to wygląda.
    Ale romantyzm walentynkowy - no, wzruszył mnie niezmiernie!

    OdpowiedzUsuń